Dziennik świecoholika - luty 2019

Dziennik świecoholika - luty 2019

 Oho, mamy już marzec! Luty i styczeń na boku, wiosna coraz bliżej. A dopiero co stroiliśmy otwieraliśmy szampana! Jaki był u mnie drugi miesiąc 2019 roku? Powiem tak - było wiosennie! Poza tym strasznie nerwowo, więc niestety dużego wachlarza zapachów nie było, bo i nie było humoru i nastroju, żeby zbyt wiele palić. Wpadło kilka nowości, kilka zapachów powróciło w wielkim stylu z dna szafy. Jakie to zapachy? Zapraszam na lutowe wydanie Dziennika Świecoholika!


1 lutego - początek miesiąca, a raczej pierwszy jego wieczór ruzpocząłem seansem filmowym. W małym maratonie horrorów (Happy Death Day i Koszmar z Ulicy Wiązów) towarzyszył mi Let it Snow od Village Candle.
2 lutego - Lemon Pound Cake VC to zapach dla mnie wprost stworzony na miesiące takie jak styczeń i luty, dlatego i dzisiaj nie mogło go zabraknąć. Następnie na salony wjechał wosk All is Bright; niby świąteczny, ale w sumie dopiero dzisiaj oficjalnie kończy się ten okres, prawda?
3 lutego - wciąż w zimowych klimatach, All is Bright oraz Spiced White Cocoa na rozgrzanie w ten chłodny dzień.
4 lutego - dziś niestety nic nie poszło w eter, ogłaszam dzień wolny od palenia świec!
5 lutego -znowuż powrót do Lemon Pound Cake. Przypomniało mi się też, że posiadam cały, nieruszony wosk Simply Vanilla od Colonial Candle. Szlachetna, lekko przyprawowa wanilia, dość wytrawna, Jeśli ktoś lubi takie klimaty, polecam.
6 lutego - dopalam Simply Vanilla z wczorajszego dnia.
7 lutego - powoli zbiera mi się na wiosnę. Sun Drenched Apricot Rose nieśmiało rozpoczyna u mnie sezon na wiosenne zapachy.
8 lutego - i kolejny wiosenny, bardzo optymistyczny zapach. Watercolors od Kringle Candle to zdecydowanie mój ulubiony zapach tej marki.
9 lutego - All is Bright, jeszcze na chwilę zimowo, ale trzeba coś zrobić z resztą wosku, czyż nie?
10 lutego - wiosna pełną parą! Flowers in the Sun od Yankee ogłaszają wielki powrót, następnie debiutuje nowy zapach, Sweet Morning Rose YC.
11 lutego - rozpoczynamy testy Seaside Woods. Powiem tyle - jest miłość!
12 lutego - dopalam wczorajsze Seaside Woods, tak bardzo się wkręciłem w ten zapach, że ciężko przestać.
13 lutego - Flowers in the Sun ponownie w użyciu.
14 lutego - Walentynki. Chyba najgorszy i najbardziej nerwowy dla mnie dzień z całego miesiąca. Tak nerowwy, że nawet nic nie odpaliłem.
15 lutego - drugie podejście do wosku Sweet Morning Rose - zapach naprawdę śliczny, szkoda, że to już koniec wosku, będzie come back!
16 lutego - druga połówka wosku Seaside Woods. Później rozpoczynam fazę testowania Floral Candy.
17 lutego - niedzielę umila mi przepiękny kwiatowy zapach Blush Bouquet od Yankee. Wieczorem naszło mnie na jedzeniówkę, więc w ruch poszła ponownie Simply Vanilla od CC.
18 lutego - dziś słychać pieśń dnia wczorajszego, czyli Simply Vanilla one more time. Wieczór rozjaśniam sobie Akwarelkami.
19 lutego -  jak wiosna, to koniecznie z Awakening od Village Candle! Bez niego się nie obejdzie!
20 lutego - cytrynowo-jedzeniowo, więc nic innego jak znów Lemon Pound Cake.
21 lutego - kolejny dzień wolny od palenia.
22 lutego - drugie podejście do wosku Blush Bouquet i już ostatnie. Kolekcja Sunday Brunch jest naprawdę bardzo udana!
23 lutego - i znowu pustka.
24 lutego - brak mi kreatywności, więc biorę się za wiosenny pewnik. Flowers in the Sun na tapecie przez cały dzień.
25 lutego - i znów Flowers in the Sun... Popołudnie spędzam bardziej luksusowo, w towarzystwie świecy Ashleigh&Burwood czyli Tucan Play that Game o zapachu soczystego mango.
26 lutego - pierwsze zetknięcie z nową marką - The Country Candle. Na pierwszy ogień z 3 otrzymanych zapachów poszedł Bergamot&Honey, ale o nim wspomnę Wam w osobnej recenzji. Wieczorem zdecydowałem się na Floral Candy, ale byłem tak zmęczony, że zgasiłem go po pół godziny i poszedłem spać.
27 lutego - Floral Candy ponownie, palił się u mnie większą część dnia.
28 lutego - ostatni dzień miesiąca również nie niósł ze sobą żadnego zapachu, tak więc luty skończył się absolutnie niepachnąco. 

I to byłoby na tyle! Koniec lutego był zdecydowanie bardziej bogaty w zapachy niż jego początek i zdecydowanie bardziej spokojny niż kilka pierwszych dni. A Wy? Co najchętniej paliliście w tym miesiącu? Podzielcie się tym w komentarzach! Do następnego, adios!
Podano do stołu! - recenzja wosków z kolekcji Sunday Brunch Yankee Candle

Podano do stołu! - recenzja wosków z kolekcji Sunday Brunch Yankee Candle

Kolekcja Sunday Brunch to kolejna z nowości, jakie w tym roku na rynek wypuściła marka Yankee Candle. Jak na okres wiosenny przystało seria utrzymana jest w pastelowych kolorach, a zapachy w kwiatowych klimatach. Dodatkowym novum jest odświeżona szata graficzna, stylizowana na retro. Do testów wykupiłem 3 zapachy, każdy z kategorii kwiatowej. Który zrobił na mnie największe wrażenie? Zapraszam na recenzję!


Sweet Morning Rose - ten zapach paliłem jako pierwszy i to on pójdzie na pierwszy ogień. Tradycyjnie więc zaczynamy od nut zapachowych:

Nuty górne: gruszka, woda lekko opadająca na płatku róży
Nuty środkowe: słodkie płatki róży, lilia, olejek Ylang Ylang
Nuty dolne: piżmo, mięciutkie pianki

Osobiście czuję w nim marmoladę różaną z lekką pudrową nutą. Ma w sobie coś z Sun Drenched Apricot Rose i coś z All is Bright. Mimo wszystko nie jest to zapach stricte jedzeniowy, ma w sobie coś perfumowanego. Myślę, że za to odpowiada połączenie piżma i pianek. Mimo tego, że w nazwie róża gra pierwszoplanową rolę, w paleniu nie jest już tak oczywista i wyraźna.

Floral Candy - ten zapach typowałem na faworyta od początku, zanim jeszcze miałem okazję się z nim "spotkać". Co w nim znajdziemy?

Nuty górne: łyżeczka cukru, brzoskwiniowy nektar, porzeczka
Nuty środkowe: delikatne płatki jaśminu, czarny bez, wiciokrzew
Nuty dolne: słodki fiołek

Zapach jest bardzo słodki, kwiatowy, cukierkowy. Również w typie perfumowca. I choć na sucho powoduje u mnie istne szaleństwo, tak w paleniu euforia trochę opadła.  Jest w nim coś bardzo słodkiego, ale jednocześnie przełamany jest kwiatową świeżością. Jeśli użyję w jego kontekście określenia "pastelowy" myślę, że będzie ono idealne. Jest śliczny, ale czy będzie z tego świeca? Mam jeszcze połowę wosku, a więc mam okazję do namysłu.

Blush Bouquet - ten to dopiero...! Cudo!

Nuty górne: kwiat kwitnącej wiśni
Nuty środkowe: piwonia, słodki groszek, lilia
Nuty dolne: bursztyn

Kompozycja Blush Bouquet jest z jednej strony dość przewidywalna, a z drugiej nieoczywista. W moim odczuciu pachnie jak połączenie Cherry Blossom i Peony z dodatkiem wodnej nuty, której w składzie nie znajdziemy. Dla mnie jest to zapach luksusowego, przyciągającego wzrok zapachu piwonii, świeżo ciętych, w wazonie ustawionym w pomieszczeniu, do którego wpadają pierwsze oznaki wiosny - pierwsze promienie słońca i świeży, wiosenny wiatr.  Mimo tego, że stężenie kwiatowych akordów jest tu bezsprzecznie największe, nie dusi ani nie przytłacza. Jest zdecydowanie bardzo lekki. I z całą pewnością wkrótce znajdzie się w mojej kolekcji pod postacią słoika.

Belgian Waffles -  tu opiszę wrażenia jedynie na sucho, ponieważ nim kupiłem woski, miałem okazję wąchać stacjonarnie dużą świecę. Według mnie to miks Spiced White Cocoa i Bakery Air. O ile pierwszy zapach uwielbiam, z drugim zdecydowanie mi nie po drodze, tak więc Wafelków wolę jednak unikać.


Reasumując - wszystkie testowane woski mają ogromną moc, czuć je bardzo wyraźnie. Wizualnie kolekcja również do mnie przemawia, pastelowe kolory idealnie wpisują się we wiosenną stylistykę, a i nowa "odświeżona" (choć jak już wiemy nie ostatnia w tym roku) szata graficzna również jest bardzo "zjadliwa". Póki co, wszystkie 4 woskowe nowości, które dane mi było topić w kominku okazały się doskonałym wyborem, czekam na więcej!

A jak Wasze wrażenia związane z kolekcją Sunday Brunch? Dajcie znać!
 
W luksusowym nadmorskim kurorcie - Seaside Woods Yankee Candle

W luksusowym nadmorskim kurorcie - Seaside Woods Yankee Candle

Mamy już prawie połowę lutego - czas płynie nieubłaganie. Pamiętam jak z niecierpliwością wyczekiwałem zapachów świątecznych, a tu już w sklepach królują kolekcje wiosenne! Zaczynam też odnosić wrażenie, że wraz z upływającym czasem zaczyna zmieniać mi się nos (nie, nie od diety), a zapachy, które początkowo skreślałem, finalnie okazują się być strzałem w dziesiątkę. Zapraszam na recenzję nowego zapachu, który od niedawna gości na sklepowych półkach - Yankee Candle Seaside Woods.


Podobnie jak Icy Blue Spruce miał okazać się niewypałem i przypominać odświeżacz do toalet, Seaside Woods miał być wedle pierwotnych założeń męskim śmierdziuchem. Drewno? Nigdy w życiu! Krążące opinie na temat podobieństwa do Driftwood skutecznie mnie do niego zniechęciły. Ale... kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Kiedy dorwałem się do konkretnej rozpiski nut zapachowych, która przedstawia się następująco:

Nuty górne: kwiat pomarańczy, cytrusy
Nuty środkowe: słodka smagliczka, akacja
Nuty dolne: kora bawełny, świeży powiew morskiego powietrza

 ...dwa woski poleciały prosto do mojego koszyka na YankeeHome - a że mam tam stały rabat, tym bardziej nie było mi szkoda. Paczka dojechała... i miłość! Bo przecież luty to miesiąc zakochanych.


Zapach jest tak bardzo nieoczywisty, tak bardzo urzekający. Zdecydowanie czuć tu drewno, nawet z domieszką soli morskiej. Wszystko jednak podbite jest musującą słodyczą owoców cytrusowych. Czuć tu też ewidentnie neroli, które uwielbiam. Jest to drzewno-słodko-owocowa kompozycja podchodząca w ogólnym rozrachunku pod perfumowaną. Nie jest to natomiast w żadnym wypadku męski zapach. No, może troszeczkę, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Seaside Woods to zapach, który przenosi mnie do luksusowego nadmorskiego kurortu. Do miejsca gdzie zapach zwisających z drzew owoców miesza się z morską bryzą i tworzy niezwykły, magiczny wręcz klimat. Zdecydowanie najlepszy morsko-drzewny zapach Yankee Candle, z jakim miałem okazję się spotkać! Coś mi przypomina, wydaje mi się, że gdzieś spotkałem się z czymś podobnym, jednak na chwilę obecną, nie mogę przypomnieć sobie, co to było. Moc wosku fenomenalna, czuć go w całym domu, bezapelacyjny kandydat na słoik!

A Wy? Mieliście już okazję go wąchać i testować? Zrobił na Was takie wrażenie jak na mnie?
Recenzja na "Do widzenia" - Flowers in the Sun Yankee Candle

Recenzja na "Do widzenia" - Flowers in the Sun Yankee Candle

Choć większość z Was pewnie zna ten zapach, wiele pewnie tylko o nim słyszało lub też nie. Niestety Yankee Candle wprowadziło ostatnio dziwną politykę wycofując znaczną część zapachów, w tym ten, o którym dzisiaj napiszę Wam kilka słów. Tak więc zapraszam na recenzję na "Do widzenia" zapachu Flowers in the Sun. 

Tradycyjnie zacznijmy od tego, co składa się na całą kompozycję.


Nuty górne: cytryna, pomarańcza
Nuty środkowe: kwitnące azalie, pąk róży, różowe lilie wodne
Nuty dolne: słodkie świeże piżmo

Rzeczywiście, górne tony stanowią tu cytrusy, słodkie cytrusy. Zapach jest bardzo radosny, a żółty kolor wosku i optymistyczna etykieta idealnie zgrywają się z tym, co uwalnia się, kiedy zapalimy świeczkę czy też roztopimy tartę w miseczce kominka. Dla mnie to kwiatowo-owocowy zapach, z ciepłym akcentem. Zapewne jest to piżmo z nut dolnych, które zamyka całość i sprawia, że kompozycja jest niezwykle "słoneczna". Momentami czuję w tym zapachu nawet soczystego ananasa, chociaż wcale go tu nie ma. Nie czuję też róży i lilii, które mimo, że są obecne najwyraźniej odsuwają się na dalszy plan. 



Pierwszy raz spotkałem się z nim w 2017 roku. Plany kupna świecy chodziły za mną przez blisko dwa lata. Jeśli tylko finanse pozwolą, z pewnością nabędę go w pełnym wymiarze. Póki co muszą wystarczyć mi 4 woski, które niedawno kupiłem. Gdybym miał jakkolwiek opisać ten zapach, powiedziałbym, że tak pachnie szczęście. Dla mnie jest to zapach radości i witalności - optymistyczny i idylliczny. Jest to jeden z przypadków, gdzie choćby nawet bardzo chciało się go do czegoś przyrównać, po prostu się nie da. Jego trzeba po prostu spróbować! 

A Wy - macie ten zapach? Jakie są Wasze doświadczenia z Flowers in the Sun? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
Dziennik Świecoholika - styczeń 2019

Dziennik Świecoholika - styczeń 2019

 - Czas pędzi tak szybko! Dopiero co szykowaliśmy się do Świąt, a już mamy na boku pierwszy miesiąc Nowego Roku. Wiosna coraz bliżej, luty już oficjalnie rozpoczęty, a nim się obejrzymy znów będziemy stroić choinki! Co paliłem w styczniu? Było kilka hitów, były zapachy, do których wracałem nad wyraz często. Zapraszam na drugie już, styczniowe wydanie Dziennika Świecoholika!


1 stycznia - pierwszy dzień nowego roku uczciłem w sposób oczywisty. W ruch poszły "bąbelki", po których nie groziły ani kac, ani zawroty głowy. Elderflower Prosecco otworzyło więc tegoroczny korowód zapachów w moim domu. Następnie odpaliłem swoją jedyną małą świeczkę Yankee Candle czyli All is Bright, a wieczorem wciąż celebrowałem okres świąteczny wraz z Citrus Wreath od Village Candle.
2 stycznia - Lemon Pound Cake uważam za zapach uniwersalny, ale zdecydowanie lepiej pali mi się go w czasie przejściowym. Czyli w miesiącach jakimi są styczeń i luty. Dlatego też dzisiejszy wybór padł właśnie na niego (średni słoik). Drugim zapachem, który towarzyszył mi w ten dzień był Peppermint Bark, również od Village Candle. Zapach bardzo zbliżony do Winter Wonder YC.
3 stycznia - dzisiaj prawdziwie zimowo! Kiedy tylko wróciłem z szybkich zakupów zaczął padać pierwszy śnieg, więc okazję wykorzystałem, by po raz pierwszy w tym roku odpalić Let it Snow VC, który posiadam w średnim słoiku. Następnie przyszedł czas na lekkie ochłodzenie wraz z Cool Christmas Mint YC, a wieczorem "dogrzałem" się ciepłą zimową herbatką - Spiced Honey Tea Village Candle.
4 stycznia - dzisiaj tylko jedna pozycja w repertuarze - Lemon Pistacchio VC.
5 stycznia -  słodki dzień sponsorowany w całości przez Yankee Candle. Makaroniki czyli Macaron Treats oraz Spiced White Cocoa, to zapachy, które posiadam w dużych formatach i to one były dzisiaj główną atrakcją zapachową dnia.
6 stycznia - dziś powtórka z zapachu Pepperming Bark, następnie umilam sobie czas moim gwiazdkowym prezentem. Wyczekanym i znalezionym pod choinką Icy Blue Spruce.
7 stycznia -  zapach Ginger Snow Angel to jeden z moich zimowych faworytów, i jeden z ulubieńców jeśli chodzi o markę Kringle. Mały słoik ma już coraz mniej zawartości, więc myślę, że do końca stycznia wybije denko!

8 stycznia -  duża świeca Cranberry Pear to mój drugi słoik w kolekcji. Uwielbiam ten zapach, przywołuje bardzo miłe wspomnienia, zwłaszcza, że wiąże się z początkami mojego świecoholizmu. Wieczorem jestem wręcz w szampańskim nastroju, a że bąbelków w butelce brak, to odpalę sobie chociaż musujące Elderflower Prosecco.
9 stycznia - dzisiaj nic odkrywczego, wszystko już było. Cool Christmas Mint oraz Ginger Snow Angel (denkujemy, denkujemy)
10 stycznia - znów naszła mnie ochota na coś pysznego. A jak pyszne ciasto, to tylko Lemon Pound Cake.
11 stycznia - ten dzień nie przyniósł nic jeśli chodzi o zapachy, mam wolne od świecoholizmu. Wracam jutro!
12 stycznia - dalej katuję Cool Christmas Mint, uważam, że jest to zapach idealny na styczeń. Wieczorową porą na salony wjechał Ginger Macaron od Woodwick.
13 stycznia - dawno niewidziana Vanilla YC wraca do gry. I oczywiście później kontynuuję plan styczniowego denka paląc ponownie Ginger Snow Angel.
14 stucznia - moja ukochana Cranberry Pear znów towarzyszy mi dzisiejszego dnia
18 stycznia - zaczynam delikatnie czuć wiosnę, więc wrzucam na lżejszy, wiosenny bieg i w ruch idzie słoik Watercolors Kringle. Zdecydowanie wrócę do niego, kiedy się skończy!
19 stycznia - do Paryża daleko, więc wystarcza mi świeca Macaron Treats.
20 stycznia - prawdziwy misz-masz. I bynajmniej nie chodzi o nową część Kogla Mogla. Rano zima, Ginger Snow Angel ustępuje miejsca wiośnie, która przychodzi wraz z zapachem Rain Blossom. Późnym wieczorem znów robi się chłodno, więc trzeba się ogrzać! A do tego najlepsza jest Spiced Honey Tea!
21 stycznia - słodkie, mleczne kakao, zawsze niezawodne Spiced White Cocoa. No co, wciąż mamy zimę! :)

22 stycznia -  i znów zimowo-wiosennie. Cool Christmas Mint to chyba jeden z TOP 3 styczniowych zapachów, jednak wieczorem mówię STOP! i przywołuję wiosnę cudownym zapachem Awakening od Village Candle.
23 stycznia -  zapach Lemon Pistacchio był już grany w tym miesiącu (udziela mi się filmowy klimat, nie ma co!). Następnie do gry wszedł kupiony pod koniec 2017 roku (właściwie był to prezent świąteczny) wosk WW Warm Wool.  C.U.D.O! Ciepły, kremowy, bardzo otulający! Lekko gryząca, "sweterkowa" nuta coś jak w Pumpkin Tweed. Zapach perfum podbity słodyczą wanilii. Idealny!
24 stycznia -  "dzień opornych" - Icy Blue Spruce i Cream Colored Ponies od Yankee Candle to egzemplarze, które niemiłosiernie tunelują., więc podczas ich palenia musiałem mieć pod ręką coś na uspokojenie. Chyba czas wyposażyć się w sweterek albo naprawdę mocną illumę. Ewentualnie lampę do świec - apokalipsa! Wieczór przyniósł ukojenie - wczorajszy Warm Wool miał jeszcze tyle mocy, żeby wynagrodzić mi te nerwy.
25 stycznia - dziś wrzucam drugą połowę wosku Warm Wool do kominka. Niewątpliwie kiedyś skuszę się na świecę.
26 stycznia - drugi wolny od świec dzień w styczniu.
27 stycznia - och, zdenkuj się w końcu mój Gingerku, denkuj się!
28 stycznia -finito! Ginger Snow Angel zdenkowany!
29 stycznia -  słodko, słodko, bardzo słodko. Lemon Pound Cake i Macaron Treats na osłodę lichego dnia.
30 stycznia - znów tęskno mi do wiosny, więc w przedostatni dzień stycznia znów gości u mnie Watercolors.
31 stycznia - w szufladzie znalazłem jeszcze kawałek samplera Vanilla Cupcake YC. Wrzuciłem do kominka i pomimo długiego czasu leżakowania bez specjalnego zabezpieczenia dalej cieszył mnie dobrą mocą. Tym zapachem zakończyłem swój drugi już styczeń jako pełnoprawny świecoholik.


Tak oto minął mój świecowy styczeń. Niestety finanse nie pozwoliły mi nabyć w tym miesiącu żadnych nowości, mam nadzieję, że luty będzie dla mnie bardziej łaskawy, bo wishlista wciąż się wydłuża! A co Wy paliliście w styczniu najchętniej? Oczywiście dajcie znać w komentarzach. Trzymajcie się!
Dziennik Świecoholika - grudzień 2018

Dziennik Świecoholika - grudzień 2018

Kochani! To ostatni Dziennik Świecoholika w roku 2018, choć czytacie go już w Nowym Roku. W grudniu wręcz opływałem w zapachowe bogactwa! Był to miesiąc różnorodności - choć wszystko kręciło się wokół Świąt, wachlarz zapachów, którymi raczyłem swój zmysł węchu był naprawdę szeroki! Zapraszam na grudniowe wydanie Dziennika. Ostatni pociąg do krainy zapachów z 2018 roku odjeżdża właśnie teraz!


1 grudnia - od pierwszego dnia grudnia zapachniało prawdziwymi świętami. Po roku wracam do palenia średniego słoika Christmas Garland Yankee Candle, zaś pierwszy grudniowy wieczór spędziłem w towarzystwie wosku Christmas Magic, także od YC.

2 grudnia - choć do Wigilii jeszcze daleko, tak bardzo podoba mi się zapach Christmas Eve od YC, że po prostu nie mogłem dłużej czekać z wypaleniem tegoż wosku. Została mi na szczęście jeszcze jedna tarta, więc palę bez obaw! Dla tych, którzy zapachu jeszcze nie znają, jest to coś a'la świąteczny kompot zagryzany keksem z mnóstwem kandyzowanych owoców. Na przyszły rok będę musiał wyposażyć się w świecę - koniecznie! Drugi zapach to dziewicze palenie świecy Festive Cocktail.

3 grudnia - dziś raczej zimowo, niż świątecznie. Całe przedpołudnie umilał mi zapach Ginger Snow Angel Kringle Candle, a kiedy nadszedł zmrok, w pokoju zapachniało mi Patchouli Plum od Village Candle. Spodobał mi się! Choć pierwsze spotkanie z nim wspominam bardzo niemiło, myślę, że jeszcze wrócę do tego zapachu.

4 grudnia - choinkowo z Perfect Tree od Yankee Candle. Został mi jeszcze jeden wosk po poprzednich Świętach, natomiast myślę, że był to już mój ostatni raz z tym zapachem. A później... mój ukochany, mój najwspanialszy, najcenniejszy - Nutcracker YC.

5 grudnia - wreszcie odpalony i dalej tak samo zachwycający wosk Icy Blue Spruce. Kocham, wielbię i szanuję! Następny zapach to premiera, jeszcze ciepła (albo raczej zimna) świeca Citrus Wreath z metalicznej kolekcji Village Candle. Faktycznie pachnie jak wianek ze świeżych gałązek iglaków z cytrusowym podbiciem. Bardzo świąteczny!

6 grudnia - Mikołajki zaczynam od dosypania resztki wosku do tego, co zastygło mi w kominku wczoraj, czyli Icy Blue Spruce. Następnie przyszła pora na Glittering Star. Zapach taki jak na sucho - szlachetne owoce, z drzewnymi nutami. Słodki, ciepły i lekko perfumowany.
7 grudnia - wyjazd służbowy, dzisiaj nie paliłem nic a nic. 

8 grudnia - przypomniało mi się, że wśród choinkowych zapachów mam także 3 woski o zapachu Christmas Cookie od Yankee Candle. Dlatego też jedna tarta trafiła do kominka tym samym uprzyjemniając mi intensywną sobotę.

9 grudnia - dzisiaj powtórki, czyli drugie egzemplarze tart Christmas Eve oraz Christmas Magic. Teraz pozostaje czekać na następny Adwent i już nie woski, a słoiki.
10 grudnia - tu kolejny świąteczny ulubieniec - wosk Sparkling Cinnamon, który dotarł do mnie przed Świętami w prezencie od Grupy Zachodniej. Wybaczcie te nieustające zachwyty, ale wszystkie tegoroczne palone przeze mnie zapachy świąteczne pachniały po prostu fenomenalnie!

11 grudnia - ... no może nie całkiem. Frosty Gingerbread nie zawiódł. Bo wiedziałem, że zawiedzie na całej linii. Rosół, przeładowanie przypraw i tyle w temacie.

12 grudnia -premiera wosku Home for Christmas Village Candle. Maślano-rumowy zapach domowego ciepła tuż przed Świętami. Przywołujący wspomnienia z dzieciństwa, ciężki, ale nie przytłaczający. Wieczorową porą czas na denko wosku Gingebreead House. Został mi jeszcze sampler, ale ten stopię pewnie dopiero w listopadzie 2019.
13 grudnia - na dnie szuflady znalazłem jeszcze daylight Cozy Cabin Kringle. Świeca poszła w świat, ale daylighta pokrojonego na kawałki wrzuciłem do kominka i z sentymentem wspominałem ubiegłoroczną zimę, z którą właśnie kojarzy mi się Cozy Cabin.
 
14 grudnia - prawdziwy misz masz zapachowy. Od Bedtime Stories palonych z samego rana, przez Peppermint Cranberry Yankee Candle, aż po Holiday Embers z Goose Creek wieczorem. Wielka szkoda, że zapach jest wycofany, bo naprawdę cudowny.

15 grudnia - cieszę się i rozkoszuję resztkami Holiday Embers. Na szczęście Nutcrackera mam w słoju i to jeszcze w całkiem pokaźnej ilości, więc jego palę już ze spokojem.
16 grudnia - zapach wosku Crackling Wood Fire kupionego w promocji Zapach Miesiąca dzisiaj unosił się w moim królestwie. Przyznaję, że lubię ten zapach i z pewnością wrócę do niego ponownie za rok.

17 grudnia - do Wigilii został już tylko tydzień. Przygotowania idą pełną parą, nie zawsze jest więc czas żeby cały dzień palić ulubione zapachy. Po powrocie ze świątecznych zakupów na salony wkroczyła świeca Citrus Wreath, która przy akompaniamencie świątecznej muzyki stworzyła idealną atmosferę do pakowania świątecznych prezentów.
18 grudnia - Crackling Wood Fire dzisiaj kończy swoje rezydowanie w mojej szufladzie i resztka wosku trafia do kominka. A następnie odpływam w krainę dziecięcych wspomnień wraz z Home For Christmas VC.
19 grudnia - w ślad za CWF poszła Glittering Star - teraz pozostało tylko odliczać dni do zakupu słoja.
20 grudnia - chociaż wielu osobom zapach Christmas Garland kojarzy się z odświeżaczem toaletowym, dla mnie to naprawdę przyjemny zapach. Palę go już 3 rok i prawdę mówiąc nie nudzi mi się ani trochę. Myślę, że denko wybije w grudniu 2019. do tego czasu cieszę się jego aromatem. Następnie w ruch idzie cała tarta (a co, jak szaleć to szaleć!) Winter Wonder. Otulający, aczkolwiek też lekko chłodny zapach. Szampańsko-miętowy, słodki. Wiecie gdzie rozdają nisko oprocentowane kredyty na świece?

21 grudnia -po ponad dwóch tygodniach od otrzymania dopiero odpaliłem Winter Clementine. Co sądzę o zapachu, wiecie już z recenzji, którą możecie przeczytać TUTAJ.
 
22 grudnia - wielkie wejście zapachu Happy Christmas. Podobny do Home For Holidays Yankee Candle, jednak zdecydowanie ładniejszy. Cynamon jest tu bardziej wyważony i subtelny, a zapach dalej pozostaje świąteczny. Zachwytu nie ma, ale bez problemu i z miłą chęcią zdenkuję wosk.

23 grudnia - znów iście świątecznie, ale te zapachy już znacie - Nutcracker i Home for Christmas one more time.
24 grudnia - Wigilia oczarowała prawdziwym bukietem zapachów. W moim pokoju zapachniało świątecznym wieńcem, czyli Citrus Wreath. Na świątecznym stole rozbłysło srebrne Elderflower Prosecco, a po kolacji , gdy znów wróciłem do swej "komnaty" pozostałem w świątecznych klimatach wraz z woskiem Happy Christmas.
25 grudnia - w pierwszy dzień Świąt nie mogło być inaczej - Nutcracker i Winter Clementine na zmianę towarzyszyły mi 25 grudnia.
26 grudnia - pamiętacie moje zeszłoroczne inspiracje prezentowe z marką Yankee Candle? W świątecznej paczce od Grupy Zachodniej przyjechał także uroczy zestaw składający się z małej świeczki All Is Bright i złotego klosza. Po całym, bardzo nerwowym i pracowitym drugim świątecznym dniu udało mi się znaleźć wieczorem czas, by odpalić to maleństwo. Jak na tak niepozorny słoiczek ma naprawdę super moc!

27 grudnia - praca, praca, praca. Do tego stopnia, że nie znalazłem ani chwili, by zapalić cokolwiek.

28 grudnia - pierwsze palenie Icy Blue Spruce w dużym słoju. Mikołaj usłyszał moje prośby i wołania, dzięki czemu słoik znalazł się pod choinką. Dziękuję, Mikołaju! Wieczorem miałem jeszcze trochę papierkowej roboty, przy której towarzyszył mi zapach, od którego zaczęła się piękna i wspaniała przygoda. "Bałwanek" czyli Let it Snow Village Candle to zapach, do którego zawsze będę mieć ogromny sentyment.

29 grudnia -  ostatnie dwie kosteczki wosku Happy Christmas, bo przecież okres świąteczny "still on", a po co trzymać go do przyszłego roku?
30 grudnia - wyrównuję niestopiony przy poprzednich paleniach wosk w świeczce Winter Clementine. Osłonka na słoik od Yankee Candle zdziałała cuda i teraz już mogę cieszyć się idealnie równą taflą wosku.

31 grudnia - na dziś wybór nie mógł być inny. Festive Cocktail to zapach, który już trzeci Sylwester unosi się w powietrzu. Tym razem mam go w słoju, więc przyjemności trwaj!


___________


Jak widzicie Festive Cocktail zakończył mój 2018 rok, jednocześnie wchodząc ze mną w rok 2019. Jako, że mamy już styczeń, a poprzedni rok można już na dobre odłożyć na półkę, czas na małe podsumowania.

Choć był to bardzo intensywny i nerwowy rok, mogę zaliczyć go do udanych. Pierwsze miesiące rozpoczęły wspaniałą przygodę i współpracę z Aromanti. Dzięki temu doświadczeniu z anonimowego blogera, moja twórczość stała się bardziej rozpoznawalna w sieci, a zdjęcia robione dotychczas "do szufladki" trafiły do Gali, Forbes i Stylish Paper, a także reklamowaly Szaleństwo Zakupów w Elle, InStyle i Glamour. Kolejne zaś możecie zobaczyć na ulotkach, które otrzymujecie przy okazji zakupów w Aromanti lub sklepie Village Candle Polska.


Tym samym mogę mówić także o zjawisku Blog Wart(y) Świeczki takeover, gdyż od lata moje prace zagościły w oficjalnym sklepie VillageCandle.pl

Kilkakrotnie pojawiłem się także w instagramowej zakładce na oficjalnej amerykańskiej stronie Village Candle.



Drugim ważnym wydarzeniem stricte w życiu bloga była zmiana szablonu. Dzięki genialnej Karolinie z bloga Kartografia, w marcu już ubiegłego roku mogłem powiedzieć, że jestem dumny z Bloga pod każdym względem - także tym wizualnym. Szablon swoje kosztował - ale było warto!

Udało mi się zdenkować także kilka świec, wśród nich znalazły się m.in Mango Peach Salsa, Strength, Tranquil Moments, Pineapple Cilantro oraz Fireside Treats. Oprócz tego z kilkoma egzemplarzami pożegnałem się na dobre puszczając je dalej w świat. Także w kwestii wypalania wosków był to bardzo efektywny rok. Zaczynałem go od niewyobrażalnej liczby tart i wosków, a skończyłem może z 4. Post zakupowy w okresie wiosenno-letnim i niezwykle silna wola zaowocowały zmniejszeniem zapasów do absolutnego minimum, dzięki czemu w tym roku będę miał miejsce i czas na palenie nowości, a nie skupianie się na starociach.

A co najważniejsze - dzięki pasji do świec i Blogowi, poznałem wiele wspaniałych, cudownych osób. Kto by pomyślał, że świece poza doznaniami zapachowymi przyniosą także wiele radości płynącej nie tylko z ich palenia, ale także z przyjaźni, które się dzięki nim zawiązały? To największe i najlepsze zwieńczenie minionego już roku.

___________

Tak jak obiecywałem, grudniowe wydanie Dziennika Świecoholika było naprawdę specjalne. Zacznę więc od standardowego pytania - jak zapachowo wyglądał Wasz grudzień? Które z zapachów znacie, których nie lubicie, które chcielibyście wypróbować?

Jednocześnie dziękuję Wam za cudowny rok. Za to że byliście ze mną. Za każde gratulacje, słowa wsparcia, każde wejście i komentarz. Oby rozpoczynający się dopiero rok 2019 był jeszcze lepszy. Tego życzę i sobie i Wam, drodzy Czytelnicy.