Sunday Brunch w letnim wydaniu - recenzje zapachów White Strawberry Bellini oraz Grilled Peaches & Vanilla

Sunday Brunch w letnim wydaniu - recenzje zapachów White Strawberry Bellini oraz Grilled Peaches & Vanilla

Mamy już połowę maja, a to oznacza, że lato zmierza w naszą stronę coraz większymi krokami. Po wiosennej premierze i jednocześnie debiucie kolekcji Sunday Brunch, przyszedł czas na jej letnią odsłonę. Tym razem w skład kolekcji wchodzą 3 zapachy, z czego jeden dobrze już nam wszystkim znany - Honey Lavender Gelato (którego recenzję znajdziecie TU). Dwa pozostałe to White Strawberry Bellini oraz Gilled Peaches&Vanilla - i to nad nimi pochylę się dzisiaj. A dokładniej swój nos. Zapraszam do lektury!


White Strawberry Bellini już samą etykietką sugeruje nam, że to zapach typowo "koktajlowy" idealny na przykład jako oprawa zapachowa wieczornego garden party. Kieliszki z procentowym trunkiem są w tym wypadku bardzo wymowne, więc jeśli ktoś spotkał się i polubił z aromatem szampana z truskawkami na żywo, nie będzie zawiedziony. Nuty zapachowe White Strawberry Bellini prezentują się następująco:

Nuty górne: truskawka, ananas, sok pomarańczowy
Nuty środkowe: świeże mango, nektar z brzoskwini, musujący szmpan
Nuty dolne: cukier

Wierzę producentowi na słowo. Bo ja tu ani mango, ani brzoskwini nie czuję. Możliwe, że gdzieś w tle przebija się ananas, natomiast zapach to głownie słodki szampan z truskawkami. Jest bardzo musujący, bardzo letni i "imprezowy". Nie jest to z pewnością zapach "płaski", ponieważ ewidentnie czuć tu zgrabne przeplatanie się nut szampańskich z truskawkami. Całość jest naprawdę bardzo przyjemna dla nosa. I myślę, że jeśli tylko budżet pozwoli, skuszę się na słoik.



 A co z Grilled Peaches & Vanilla?

Soczysta, podpieczona brzoskwinia oblana skarmelizowanym brązowym cukrem oraz złocistym miodem, w towarzystwie waniliowej śmietany.

Tak zapach jawi się w opisie producenta. A jak sprawy mają się w rzeczywistości? Prawdę mówiąc, po opisie spodziewałem się zapachu jedzeniowego, dość ciężkiego. Podobnie jak White Strabwberry Bellini, zapach Grilled Peaches & Vanilla jest zapachem bardzo letnim i paradoksalnie lekkim! Przede wszystkim na pierwszy plan wybija się soczysta brzoskwinia, natomiast w dużo lżejszym wydaniu niż w mojej ulubionej Georgia Peach od Goose Creek. Czuć tu ewidentnie sok z dojrzałej brzoskwini podbity czymś kremowym - czym pewnie jest właśnie waniliowa śmietana. Zapach totalnie różny od wszystkich pozostałych brzoskwiń, najwięcej wspólnego ma chyba z Summer Peach, bo na przykład od zeszłorocznej limitki Peaches & Cream dzielą go lata świetlne!

Co do mocy, pierwszy czyli Truskawkowe Bellini ma moc bardzo dobrą - generalnie dla mnie większość wosków Yankee Candle może się tym pochwalić. Co do Griliowanych Brzoskwiń, recenzja powstała z wrażeń po wąchaniu wosku na sucho. Więcej na temat zapachu w paleniu dowiecie się z majowego Dziennika Świecoholika. A Wy? Znacie już nowości Sunday Brunch? Dajcie znać!

Dziennik Świecoholika - marzec i kwiecień 2019

Dziennik Świecoholika - marzec i kwiecień 2019

Drodzy Czytelnicy! Post miał pojawić się 1 kwietnia, jednak w wyniku natłoku obowiązków i braku weny na zdjęcie marcowej edycji Dziennika, postanowiłem złożyć marcowy i kwietniowy Dziennik w jeden post. Witam się z Wami już w maju i zapraszam do lektury! Co paliłem przez ostatnie dwa miesiące? Przekonajcie się sami!


MARZEC

1 marca - miesiąc rozpocząłem od palenia.. niczego.
2 marca - drugi dzień przyniósł już większy wachlarz zapachów, coś się zadziało. Lemon Vanilla Sorbet od The Country Candle, Awakening od Village Candle i Sun Drenched Apricot Rose od Yankee Candle.
3 marca - kocham Morelową Różę z YC, dlatego dzisiaj też znów "była grana". Bergamot&Honey w puszce od The Country Candle, to kolejny zapach, który towarzyszył mi tego dnia.
4 marca - Pink Pepper & Pomegranate marki The Country Candle to kolejna nowość w mojej kolekcji - pieprzny, a zarazem lekko słodki. Red Raspberry YC w wosku powoli wprowadza w moim domu letnie, owocowe klimaty.
5 marca - Rain Blossom VC i Watercolors od Kringle to zapachy, którymi starałem się przywołać wiosnę.
6 marca - Vanilla Lime Sorbet TCC i Sun Drenched Apricot Rose, czyli "odgrzewany kotlet" sprzed kilku dni.
7 marca - tylko na chwilę Watercolors, już pod koniec dnia (ale bez pustej szklanki pomarańczy) i poszedłem spać. Oczywiście po zgaszeniu świecy ;)
8 marca - dzień wolny od palenia.
9 marca - średnia Watercolors paliła się dziś cały dzień. I w końcu się udało, kolejne denko!
10 marca - Awakening VC i Bergamot&Honey w puszce wprowadziły mnie w wiosenny klimat.
11 marca - Rain Blossom Village Candle i nieco zapomniana przeze mnie Vanilla od Yankee Candle wjechały dziś na salony.
12 marca - kończę wosk Red Raspberry 
13 marca - Bergamot&Honey to zdecydowanie mój ulubiony zapach ostatnimi czasy. Słodki, ale z jakąś ostrą, intrygującą nutą. Ciężko przyrównać go do czegokolwiek, jego po prostu trzeba powąchać i z automatu zakochać!
14 marca - wolne!
15 marca - ponownie brak weny...
16 marca - Pink Pepper & Pomegranate, a więc kontynuujemy palenie świeczek w puszkach.
17 marca - Lemon Pound VC i Blueberry Scone Yankee Candle stworzyły pyszny, jedzeniowy nastrój w tę niedzielę.
18 marca - Pink Pepper & Pomegranate, serio to już chyba uzależnienie.
19 marca - i... znowu puszka. Tym razem Vanilla Lime Sorbet,  później w ruch poszły Fresh Starwberries i Wild Lilac od Village Candle.
20 marca - Lemon Pistachhio, którego dość długo nie paliłem i całkowity relikt w mojej kolekcji, Millefiori MilanoVanilla & Wood
21 marca - pierwszy dzień wiosny. Z wrażenia aż zapomniałem cokolwiek odpalić!
22 marca - Sun Drenched Apricot Rose - no cóż poradzić, kocham wielką miłością!
23 marca - powrót wosku Seaside Woods od Yankee Candle oraz.. no tak, puszka. Znowu. Bergamot&Honey. Naprawdę, puszki mnie zniewoliły!
24 marca - Pink Pepper & Pomegranate. Tu już nie ma co dodawać, tylko czas się leczyć.
25 marca - Lemon Pistacchio VC  i Seaside Woods, czyli jedzeniowo i letnio.
26 marca - Seaside z wczoraj, później wkracza gwiazda wieczoru, jeden z moich ulubionych zapachów, Flowers in the Sun Yankee Candle.
27 marca - Flowers in the Sun w dalszym ciągu, a wieczorem rzadki gość mojej podstawki pod świece, a mianowicie Ginger Macaron Woodwicka.
28 marca - doprawdy, nie wiem co takiego mają w sobie puszki, ale rozkochały mnie w sobie bez pamięci. Pink Pepper & Pomegranate znowu "na kozetce".
29 marca - kolejny wolny dzień od palenia.
30 marca - kwiatowo. Sun Drenched Apricot Rose i Wild Lilac rozhulały u mnie wiosnę na dobre.
31 marca - Lemon Pound Cake rozpoczął mój dzień w dobrym smaku, kontynuację tego pysznego dnia stanowiła świeca Rhubarb Lemonade (obydwie od Village Candle), która przypomina mi bardzo wycofaną Strawberry Lemonade Kringla. Wieczorem przypomniałem sobie o samplerze Tulips od Yankee Candle, który leżał w pudełku. Pokroiłem na pół i "weszło" ;)

KWIECIEŃ

1 kwietnia - ostatnio pierwsze dni miesiąca nie służą mi ewidentnie w paleniu świec.
2 kwietnia - Prosecco Sparkler to kolejny hit. Kolejna puszka, kolejny zachwyt. Słodki, musujący. W odróżnieniu do Elderflower Prosecco Village Candle z serii metalicznej, ten jest dużo bardziej wakacyjny. "Srebrne Prosecco" jest według mnie bardziej eleganckie i po prostu bardziej nadaje się na chłodniejsze dni. Prosecco Sparkler to z kolei bardzo lekki, "bąbelkowy" zapach. Jak widać, jedno Prosecco drugiemu Prosecco nierówne ;) 
3 kwietnia - nic.
4 kwietnia - Flowers in The Sun, a więc wiosna w pełni. 
5 kwietnia - też nic.
6 kwietnia - do gry wraca Vanilla Yankee Candle. To taki ładny zapach, zdecydowanie muszę palić go częściej!
7 kwietnia - puszki! Znowu puszki! Vanilla Lime Sorbet i Fig&Cassis z nowej serii Fragrant Orchard, czyli moja kolejna big love. Słodko-cierpki zapach, bardzo nieoczywisty. Ciężko go jakkolwiek scharakteryzować, jednak wart jest poznania. Wytrawne, eleganckie owoce.
8 kwietnia - znowu wolne.
9 kwietnia - ale jak to?! Coś ostatnio za dużo tych wolnych od palenia dni, nieprawdaż?
10 kwietnia - Bergamot&Honey TCC. To już obsesja. Poważnie.
11 kwietnia - Bergamot&Honey. To już koniec! Nie ma już nic, bo puszeczka zdenkowana! Trzeba robić zapas!
12 kwietnia - Vanilla Lime Sorbet, na otarcie łez po wczorajszym denku, pocieszam się.. puszką.
13 kwietnia - wygrzebałem z szuflady mini glass Village Candle o zapachu Brownie Delight. Trochę czekolady nie zaszkodzi ;)
14 kwietnia - i znowuż Brownie, na osłodę trochę czekoladki z małego szkiełka, jak wczoraj. 
15 kwietnia - debiut wosku Moonlit Blossoms Yankee Candle. Dla mnie pachnie jak połączenie Autumn Glow i Whiskers on Kittens z jeszcze większą domieszką owoców. Wart wypróbowania. 
16 kwietnia - kolejny dzień wolnego
17 kwietnia - i znowu...
18 kwietnia - relaksuję się Prosecco Sparkler - nie idzie w głowę, a w nos ;)
19 kwietnia - Moonlit Blossoms jeszcze raz i żegnam kolejną tartę. Pewnie jeszcze do niego wrócę.
20 kwietnia - powrót ulubieńca, Sun Drenched Apricot Rose.
21 kwietnia - Awakening Village Candle umiliło mi wielkanocną niedzielę.
22 kwietnia - Wild Lilac i  Awakening, doskonałe na wiosenny Lany Poniedziałek. Toucan Play That Game od Ashleigh&Burwood powrócił w wielkim stylu. W tym roku będę go palić zdecydowani częściej!
23 kwietnia - i ponownie Tukan!
24 kwietnia - Wild Lilac dobija do dna. Mimo małego słoika, starczył mi naprawdę na długo.
25 kwietnia - Wild Lilac - dzięki, że byłeś, będę Cię miło wspominać!
26 kwietnia - Delicious Guava Yankee Candle, czyli mój niekwestionowany letni ulubieniec pojawił się w piątek. Dzień był bardzo letni, a więc do takiej pogody grzechem byłoby wybrać coś ciężkiego.
27 kwietnia - Awakening czyli znowu wiosna pełną gębą, wieczorem zaś relaks przy Vanilla Yankee Candle. 

Tak oto prezentuje się mój dwumiesięczny dziennik. Jak widzicie, dużo dni wypadło mi z kalendarza, gdyż po prostu nie zawsze miałem głowę do tego, by cokolwiek palić. Jak pewnie widzicie, zdecydowanie mniej kupuję, a to dlatego, że mam obecnie trochę inne priorytety. Teraz skupię się raczej na redukcji zapasów, niż obsesyjnym powiększaniu kolekcji. Mam nadzieję, że latem uda mi się zrecenzować dla Was nowości Goose Creek, na które czekam z niecierpliwością, jednak budżet póki co muszę kierować na co innego ;) To tyle ode mnie.

A jakie zapachy towarzyszyły Wam w ostatnim czasie?
Dziennik świecoholika - luty 2019

Dziennik świecoholika - luty 2019

 Oho, mamy już marzec! Luty i styczeń na boku, wiosna coraz bliżej. A dopiero co stroiliśmy otwieraliśmy szampana! Jaki był u mnie drugi miesiąc 2019 roku? Powiem tak - było wiosennie! Poza tym strasznie nerwowo, więc niestety dużego wachlarza zapachów nie było, bo i nie było humoru i nastroju, żeby zbyt wiele palić. Wpadło kilka nowości, kilka zapachów powróciło w wielkim stylu z dna szafy. Jakie to zapachy? Zapraszam na lutowe wydanie Dziennika Świecoholika!


1 lutego - początek miesiąca, a raczej pierwszy jego wieczór ruzpocząłem seansem filmowym. W małym maratonie horrorów (Happy Death Day i Koszmar z Ulicy Wiązów) towarzyszył mi Let it Snow od Village Candle.
2 lutego - Lemon Pound Cake VC to zapach dla mnie wprost stworzony na miesiące takie jak styczeń i luty, dlatego i dzisiaj nie mogło go zabraknąć. Następnie na salony wjechał wosk All is Bright; niby świąteczny, ale w sumie dopiero dzisiaj oficjalnie kończy się ten okres, prawda?
3 lutego - wciąż w zimowych klimatach, All is Bright oraz Spiced White Cocoa na rozgrzanie w ten chłodny dzień.
4 lutego - dziś niestety nic nie poszło w eter, ogłaszam dzień wolny od palenia świec!
5 lutego -znowuż powrót do Lemon Pound Cake. Przypomniało mi się też, że posiadam cały, nieruszony wosk Simply Vanilla od Colonial Candle. Szlachetna, lekko przyprawowa wanilia, dość wytrawna, Jeśli ktoś lubi takie klimaty, polecam.
6 lutego - dopalam Simply Vanilla z wczorajszego dnia.
7 lutego - powoli zbiera mi się na wiosnę. Sun Drenched Apricot Rose nieśmiało rozpoczyna u mnie sezon na wiosenne zapachy.
8 lutego - i kolejny wiosenny, bardzo optymistyczny zapach. Watercolors od Kringle Candle to zdecydowanie mój ulubiony zapach tej marki.
9 lutego - All is Bright, jeszcze na chwilę zimowo, ale trzeba coś zrobić z resztą wosku, czyż nie?
10 lutego - wiosna pełną parą! Flowers in the Sun od Yankee ogłaszają wielki powrót, następnie debiutuje nowy zapach, Sweet Morning Rose YC.
11 lutego - rozpoczynamy testy Seaside Woods. Powiem tyle - jest miłość!
12 lutego - dopalam wczorajsze Seaside Woods, tak bardzo się wkręciłem w ten zapach, że ciężko przestać.
13 lutego - Flowers in the Sun ponownie w użyciu.
14 lutego - Walentynki. Chyba najgorszy i najbardziej nerwowy dla mnie dzień z całego miesiąca. Tak nerowwy, że nawet nic nie odpaliłem.
15 lutego - drugie podejście do wosku Sweet Morning Rose - zapach naprawdę śliczny, szkoda, że to już koniec wosku, będzie come back!
16 lutego - druga połówka wosku Seaside Woods. Później rozpoczynam fazę testowania Floral Candy.
17 lutego - niedzielę umila mi przepiękny kwiatowy zapach Blush Bouquet od Yankee. Wieczorem naszło mnie na jedzeniówkę, więc w ruch poszła ponownie Simply Vanilla od CC.
18 lutego - dziś słychać pieśń dnia wczorajszego, czyli Simply Vanilla one more time. Wieczór rozjaśniam sobie Akwarelkami.
19 lutego -  jak wiosna, to koniecznie z Awakening od Village Candle! Bez niego się nie obejdzie!
20 lutego - cytrynowo-jedzeniowo, więc nic innego jak znów Lemon Pound Cake.
21 lutego - kolejny dzień wolny od palenia.
22 lutego - drugie podejście do wosku Blush Bouquet i już ostatnie. Kolekcja Sunday Brunch jest naprawdę bardzo udana!
23 lutego - i znowu pustka.
24 lutego - brak mi kreatywności, więc biorę się za wiosenny pewnik. Flowers in the Sun na tapecie przez cały dzień.
25 lutego - i znów Flowers in the Sun... Popołudnie spędzam bardziej luksusowo, w towarzystwie świecy Ashleigh&Burwood czyli Tucan Play that Game o zapachu soczystego mango.
26 lutego - pierwsze zetknięcie z nową marką - The Country Candle. Na pierwszy ogień z 3 otrzymanych zapachów poszedł Bergamot&Honey, ale o nim wspomnę Wam w osobnej recenzji. Wieczorem zdecydowałem się na Floral Candy, ale byłem tak zmęczony, że zgasiłem go po pół godziny i poszedłem spać.
27 lutego - Floral Candy ponownie, palił się u mnie większą część dnia.
28 lutego - ostatni dzień miesiąca również nie niósł ze sobą żadnego zapachu, tak więc luty skończył się absolutnie niepachnąco. 

I to byłoby na tyle! Koniec lutego był zdecydowanie bardziej bogaty w zapachy niż jego początek i zdecydowanie bardziej spokojny niż kilka pierwszych dni. A Wy? Co najchętniej paliliście w tym miesiącu? Podzielcie się tym w komentarzach! Do następnego, adios!
Podano do stołu! - recenzja wosków z kolekcji Sunday Brunch Yankee Candle

Podano do stołu! - recenzja wosków z kolekcji Sunday Brunch Yankee Candle

Kolekcja Sunday Brunch to kolejna z nowości, jakie w tym roku na rynek wypuściła marka Yankee Candle. Jak na okres wiosenny przystało seria utrzymana jest w pastelowych kolorach, a zapachy w kwiatowych klimatach. Dodatkowym novum jest odświeżona szata graficzna, stylizowana na retro. Do testów wykupiłem 3 zapachy, każdy z kategorii kwiatowej. Który zrobił na mnie największe wrażenie? Zapraszam na recenzję!


Sweet Morning Rose - ten zapach paliłem jako pierwszy i to on pójdzie na pierwszy ogień. Tradycyjnie więc zaczynamy od nut zapachowych:

Nuty górne: gruszka, woda lekko opadająca na płatku róży
Nuty środkowe: słodkie płatki róży, lilia, olejek Ylang Ylang
Nuty dolne: piżmo, mięciutkie pianki

Osobiście czuję w nim marmoladę różaną z lekką pudrową nutą. Ma w sobie coś z Sun Drenched Apricot Rose i coś z All is Bright. Mimo wszystko nie jest to zapach stricte jedzeniowy, ma w sobie coś perfumowanego. Myślę, że za to odpowiada połączenie piżma i pianek. Mimo tego, że w nazwie róża gra pierwszoplanową rolę, w paleniu nie jest już tak oczywista i wyraźna.

Floral Candy - ten zapach typowałem na faworyta od początku, zanim jeszcze miałem okazję się z nim "spotkać". Co w nim znajdziemy?

Nuty górne: łyżeczka cukru, brzoskwiniowy nektar, porzeczka
Nuty środkowe: delikatne płatki jaśminu, czarny bez, wiciokrzew
Nuty dolne: słodki fiołek

Zapach jest bardzo słodki, kwiatowy, cukierkowy. Również w typie perfumowca. I choć na sucho powoduje u mnie istne szaleństwo, tak w paleniu euforia trochę opadła.  Jest w nim coś bardzo słodkiego, ale jednocześnie przełamany jest kwiatową świeżością. Jeśli użyję w jego kontekście określenia "pastelowy" myślę, że będzie ono idealne. Jest śliczny, ale czy będzie z tego świeca? Mam jeszcze połowę wosku, a więc mam okazję do namysłu.

Blush Bouquet - ten to dopiero...! Cudo!

Nuty górne: kwiat kwitnącej wiśni
Nuty środkowe: piwonia, słodki groszek, lilia
Nuty dolne: bursztyn

Kompozycja Blush Bouquet jest z jednej strony dość przewidywalna, a z drugiej nieoczywista. W moim odczuciu pachnie jak połączenie Cherry Blossom i Peony z dodatkiem wodnej nuty, której w składzie nie znajdziemy. Dla mnie jest to zapach luksusowego, przyciągającego wzrok zapachu piwonii, świeżo ciętych, w wazonie ustawionym w pomieszczeniu, do którego wpadają pierwsze oznaki wiosny - pierwsze promienie słońca i świeży, wiosenny wiatr.  Mimo tego, że stężenie kwiatowych akordów jest tu bezsprzecznie największe, nie dusi ani nie przytłacza. Jest zdecydowanie bardzo lekki. I z całą pewnością wkrótce znajdzie się w mojej kolekcji pod postacią słoika.

Belgian Waffles -  tu opiszę wrażenia jedynie na sucho, ponieważ nim kupiłem woski, miałem okazję wąchać stacjonarnie dużą świecę. Według mnie to miks Spiced White Cocoa i Bakery Air. O ile pierwszy zapach uwielbiam, z drugim zdecydowanie mi nie po drodze, tak więc Wafelków wolę jednak unikać.


Reasumując - wszystkie testowane woski mają ogromną moc, czuć je bardzo wyraźnie. Wizualnie kolekcja również do mnie przemawia, pastelowe kolory idealnie wpisują się we wiosenną stylistykę, a i nowa "odświeżona" (choć jak już wiemy nie ostatnia w tym roku) szata graficzna również jest bardzo "zjadliwa". Póki co, wszystkie 4 woskowe nowości, które dane mi było topić w kominku okazały się doskonałym wyborem, czekam na więcej!

A jak Wasze wrażenia związane z kolekcją Sunday Brunch? Dajcie znać!
 
W luksusowym nadmorskim kurorcie - Seaside Woods Yankee Candle

W luksusowym nadmorskim kurorcie - Seaside Woods Yankee Candle

Mamy już prawie połowę lutego - czas płynie nieubłaganie. Pamiętam jak z niecierpliwością wyczekiwałem zapachów świątecznych, a tu już w sklepach królują kolekcje wiosenne! Zaczynam też odnosić wrażenie, że wraz z upływającym czasem zaczyna zmieniać mi się nos (nie, nie od diety), a zapachy, które początkowo skreślałem, finalnie okazują się być strzałem w dziesiątkę. Zapraszam na recenzję nowego zapachu, który od niedawna gości na sklepowych półkach - Yankee Candle Seaside Woods.


Podobnie jak Icy Blue Spruce miał okazać się niewypałem i przypominać odświeżacz do toalet, Seaside Woods miał być wedle pierwotnych założeń męskim śmierdziuchem. Drewno? Nigdy w życiu! Krążące opinie na temat podobieństwa do Driftwood skutecznie mnie do niego zniechęciły. Ale... kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Kiedy dorwałem się do konkretnej rozpiski nut zapachowych, która przedstawia się następująco:

Nuty górne: kwiat pomarańczy, cytrusy
Nuty środkowe: słodka smagliczka, akacja
Nuty dolne: kora bawełny, świeży powiew morskiego powietrza

 ...dwa woski poleciały prosto do mojego koszyka na YankeeHome - a że mam tam stały rabat, tym bardziej nie było mi szkoda. Paczka dojechała... i miłość! Bo przecież luty to miesiąc zakochanych.


Zapach jest tak bardzo nieoczywisty, tak bardzo urzekający. Zdecydowanie czuć tu drewno, nawet z domieszką soli morskiej. Wszystko jednak podbite jest musującą słodyczą owoców cytrusowych. Czuć tu też ewidentnie neroli, które uwielbiam. Jest to drzewno-słodko-owocowa kompozycja podchodząca w ogólnym rozrachunku pod perfumowaną. Nie jest to natomiast w żadnym wypadku męski zapach. No, może troszeczkę, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Seaside Woods to zapach, który przenosi mnie do luksusowego nadmorskiego kurortu. Do miejsca gdzie zapach zwisających z drzew owoców miesza się z morską bryzą i tworzy niezwykły, magiczny wręcz klimat. Zdecydowanie najlepszy morsko-drzewny zapach Yankee Candle, z jakim miałem okazję się spotkać! Coś mi przypomina, wydaje mi się, że gdzieś spotkałem się z czymś podobnym, jednak na chwilę obecną, nie mogę przypomnieć sobie, co to było. Moc wosku fenomenalna, czuć go w całym domu, bezapelacyjny kandydat na słoik!

A Wy? Mieliście już okazję go wąchać i testować? Zrobił na Was takie wrażenie jak na mnie?
Recenzja na "Do widzenia" - Flowers in the Sun Yankee Candle

Recenzja na "Do widzenia" - Flowers in the Sun Yankee Candle

Choć większość z Was pewnie zna ten zapach, wiele pewnie tylko o nim słyszało lub też nie. Niestety Yankee Candle wprowadziło ostatnio dziwną politykę wycofując znaczną część zapachów, w tym ten, o którym dzisiaj napiszę Wam kilka słów. Tak więc zapraszam na recenzję na "Do widzenia" zapachu Flowers in the Sun. 

Tradycyjnie zacznijmy od tego, co składa się na całą kompozycję.


Nuty górne: cytryna, pomarańcza
Nuty środkowe: kwitnące azalie, pąk róży, różowe lilie wodne
Nuty dolne: słodkie świeże piżmo

Rzeczywiście, górne tony stanowią tu cytrusy, słodkie cytrusy. Zapach jest bardzo radosny, a żółty kolor wosku i optymistyczna etykieta idealnie zgrywają się z tym, co uwalnia się, kiedy zapalimy świeczkę czy też roztopimy tartę w miseczce kominka. Dla mnie to kwiatowo-owocowy zapach, z ciepłym akcentem. Zapewne jest to piżmo z nut dolnych, które zamyka całość i sprawia, że kompozycja jest niezwykle "słoneczna". Momentami czuję w tym zapachu nawet soczystego ananasa, chociaż wcale go tu nie ma. Nie czuję też róży i lilii, które mimo, że są obecne najwyraźniej odsuwają się na dalszy plan. 



Pierwszy raz spotkałem się z nim w 2017 roku. Plany kupna świecy chodziły za mną przez blisko dwa lata. Jeśli tylko finanse pozwolą, z pewnością nabędę go w pełnym wymiarze. Póki co muszą wystarczyć mi 4 woski, które niedawno kupiłem. Gdybym miał jakkolwiek opisać ten zapach, powiedziałbym, że tak pachnie szczęście. Dla mnie jest to zapach radości i witalności - optymistyczny i idylliczny. Jest to jeden z przypadków, gdzie choćby nawet bardzo chciało się go do czegoś przyrównać, po prostu się nie da. Jego trzeba po prostu spróbować! 

A Wy - macie ten zapach? Jakie są Wasze doświadczenia z Flowers in the Sun? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!