Dziennik Świecoholika - grudzień 2018

Dziennik Świecoholika - grudzień 2018

Kochani! To ostatni Dziennik Świecoholika w roku 2018, choć czytacie go już w Nowym Roku. W grudniu wręcz opływałem w zapachowe bogactwa! Był to miesiąc różnorodności - choć wszystko kręciło się wokół Świąt, wachlarz zapachów, którymi raczyłem swój zmysł węchu był naprawdę szeroki! Zapraszam na grudniowe wydanie Dziennika. Ostatni pociąg do krainy zapachów z 2018 roku odjeżdża właśnie teraz!


1 grudnia - od pierwszego dnia grudnia zapachniało prawdziwymi świętami. Po roku wracam do palenia średniego słoika Christmas Garland Yankee Candle, zaś pierwszy grudniowy wieczór spędziłem w towarzystwie wosku Christmas Magic, także od YC.

2 grudnia - choć do Wigilii jeszcze daleko, tak bardzo podoba mi się zapach Christmas Eve od YC, że po prostu nie mogłem dłużej czekać z wypaleniem tegoż wosku. Została mi na szczęście jeszcze jedna tarta, więc palę bez obaw! Dla tych, którzy zapachu jeszcze nie znają, jest to coś a'la świąteczny kompot zagryzany keksem z mnóstwem kandyzowanych owoców. Na przyszły rok będę musiał wyposażyć się w świecę - koniecznie! Drugi zapach to dziewicze palenie świecy Festive Cocktail.

3 grudnia - dziś raczej zimowo, niż świątecznie. Całe przedpołudnie umilał mi zapach Ginger Snow Angel Kringle Candle, a kiedy nadszedł zmrok, w pokoju zapachniało mi Patchouli Plum od Village Candle. Spodobał mi się! Choć pierwsze spotkanie z nim wspominam bardzo niemiło, myślę, że jeszcze wrócę do tego zapachu.

4 grudnia - choinkowo z Perfect Tree od Yankee Candle. Został mi jeszcze jeden wosk po poprzednich Świętach, natomiast myślę, że był to już mój ostatni raz z tym zapachem. A później... mój ukochany, mój najwspanialszy, najcenniejszy - Nutcracker YC.

5 grudnia - wreszcie odpalony i dalej tak samo zachwycający wosk Icy Blue Spruce. Kocham, wielbię i szanuję! Następny zapach to premiera, jeszcze ciepła (albo raczej zimna) świeca Citrus Wreath z metalicznej kolekcji Village Candle. Faktycznie pachnie jak wianek ze świeżych gałązek iglaków z cytrusowym podbiciem. Bardzo świąteczny!

6 grudnia - Mikołajki zaczynam od dosypania resztki wosku do tego, co zastygło mi w kominku wczoraj, czyli Icy Blue Spruce. Następnie przyszła pora na Glittering Star. Zapach taki jak na sucho - szlachetne owoce, z drzewnymi nutami. Słodki, ciepły i lekko perfumowany.
7 grudnia - wyjazd służbowy, dzisiaj nie paliłem nic a nic. 

8 grudnia - przypomniało mi się, że wśród choinkowych zapachów mam także 3 woski o zapachu Christmas Cookie od Yankee Candle. Dlatego też jedna tarta trafiła do kominka tym samym uprzyjemniając mi intensywną sobotę.

9 grudnia - dzisiaj powtórki, czyli drugie egzemplarze tart Christmas Eve oraz Christmas Magic. Teraz pozostaje czekać na następny Adwent i już nie woski, a słoiki.
10 grudnia - tu kolejny świąteczny ulubieniec - wosk Sparkling Cinnamon, który dotarł do mnie przed Świętami w prezencie od Grupy Zachodniej. Wybaczcie te nieustające zachwyty, ale wszystkie tegoroczne palone przeze mnie zapachy świąteczne pachniały po prostu fenomenalnie!

11 grudnia - ... no może nie całkiem. Frosty Gingerbread nie zawiódł. Bo wiedziałem, że zawiedzie na całej linii. Rosół, przeładowanie przypraw i tyle w temacie.

12 grudnia -premiera wosku Home for Christmas Village Candle. Maślano-rumowy zapach domowego ciepła tuż przed Świętami. Przywołujący wspomnienia z dzieciństwa, ciężki, ale nie przytłaczający. Wieczorową porą czas na denko wosku Gingebreead House. Został mi jeszcze sampler, ale ten stopię pewnie dopiero w listopadzie 2019.
13 grudnia - na dnie szuflady znalazłem jeszcze daylight Cozy Cabin Kringle. Świeca poszła w świat, ale daylighta pokrojonego na kawałki wrzuciłem do kominka i z sentymentem wspominałem ubiegłoroczną zimę, z którą właśnie kojarzy mi się Cozy Cabin.
 
14 grudnia - prawdziwy misz masz zapachowy. Od Bedtime Stories palonych z samego rana, przez Peppermint Cranberry Yankee Candle, aż po Holiday Embers z Goose Creek wieczorem. Wielka szkoda, że zapach jest wycofany, bo naprawdę cudowny.

15 grudnia - cieszę się i rozkoszuję resztkami Holiday Embers. Na szczęście Nutcrackera mam w słoju i to jeszcze w całkiem pokaźnej ilości, więc jego palę już ze spokojem.
16 grudnia - zapach wosku Crackling Wood Fire kupionego w promocji Zapach Miesiąca dzisiaj unosił się w moim królestwie. Przyznaję, że lubię ten zapach i z pewnością wrócę do niego ponownie za rok.

17 grudnia - do Wigilii został już tylko tydzień. Przygotowania idą pełną parą, nie zawsze jest więc czas żeby cały dzień palić ulubione zapachy. Po powrocie ze świątecznych zakupów na salony wkroczyła świeca Citrus Wreath, która przy akompaniamencie świątecznej muzyki stworzyła idealną atmosferę do pakowania świątecznych prezentów.
18 grudnia - Crackling Wood Fire dzisiaj kończy swoje rezydowanie w mojej szufladzie i resztka wosku trafia do kominka. A następnie odpływam w krainę dziecięcych wspomnień wraz z Home For Christmas VC.
19 grudnia - w ślad za CWF poszła Glittering Star - teraz pozostało tylko odliczać dni do zakupu słoja.
20 grudnia - chociaż wielu osobom zapach Christmas Garland kojarzy się z odświeżaczem toaletowym, dla mnie to naprawdę przyjemny zapach. Palę go już 3 rok i prawdę mówiąc nie nudzi mi się ani trochę. Myślę, że denko wybije w grudniu 2019. do tego czasu cieszę się jego aromatem. Następnie w ruch idzie cała tarta (a co, jak szaleć to szaleć!) Winter Wonder. Otulający, aczkolwiek też lekko chłodny zapach. Szampańsko-miętowy, słodki. Wiecie gdzie rozdają nisko oprocentowane kredyty na świece?

21 grudnia -po ponad dwóch tygodniach od otrzymania dopiero odpaliłem Winter Clementine. Co sądzę o zapachu, wiecie już z recenzji, którą możecie przeczytać TUTAJ.
 
22 grudnia - wielkie wejście zapachu Happy Christmas. Podobny do Home For Holidays Yankee Candle, jednak zdecydowanie ładniejszy. Cynamon jest tu bardziej wyważony i subtelny, a zapach dalej pozostaje świąteczny. Zachwytu nie ma, ale bez problemu i z miłą chęcią zdenkuję wosk.

23 grudnia - znów iście świątecznie, ale te zapachy już znacie - Nutcracker i Home for Christmas one more time.
24 grudnia - Wigilia oczarowała prawdziwym bukietem zapachów. W moim pokoju zapachniało świątecznym wieńcem, czyli Citrus Wreath. Na świątecznym stole rozbłysło srebrne Elderflower Prosecco, a po kolacji , gdy znów wróciłem do swej "komnaty" pozostałem w świątecznych klimatach wraz z woskiem Happy Christmas.
25 grudnia - w pierwszy dzień Świąt nie mogło być inaczej - Nutcracker i Winter Clementine na zmianę towarzyszyły mi 25 grudnia.
26 grudnia - pamiętacie moje zeszłoroczne inspiracje prezentowe z marką Yankee Candle? W świątecznej paczce od Grupy Zachodniej przyjechał także uroczy zestaw składający się z małej świeczki All Is Bright i złotego klosza. Po całym, bardzo nerwowym i pracowitym drugim świątecznym dniu udało mi się znaleźć wieczorem czas, by odpalić to maleństwo. Jak na tak niepozorny słoiczek ma naprawdę super moc!

27 grudnia - praca, praca, praca. Do tego stopnia, że nie znalazłem ani chwili, by zapalić cokolwiek.

28 grudnia - pierwsze palenie Icy Blue Spruce w dużym słoju. Mikołaj usłyszał moje prośby i wołania, dzięki czemu słoik znalazł się pod choinką. Dziękuję, Mikołaju! Wieczorem miałem jeszcze trochę papierkowej roboty, przy której towarzyszył mi zapach, od którego zaczęła się piękna i wspaniała przygoda. "Bałwanek" czyli Let it Snow Village Candle to zapach, do którego zawsze będę mieć ogromny sentyment.

29 grudnia -  ostatnie dwie kosteczki wosku Happy Christmas, bo przecież okres świąteczny "still on", a po co trzymać go do przyszłego roku?
30 grudnia - wyrównuję niestopiony przy poprzednich paleniach wosk w świeczce Winter Clementine. Osłonka na słoik od Yankee Candle zdziałała cuda i teraz już mogę cieszyć się idealnie równą taflą wosku.

31 grudnia - na dziś wybór nie mógł być inny. Festive Cocktail to zapach, który już trzeci Sylwester unosi się w powietrzu. Tym razem mam go w słoju, więc przyjemności trwaj!


___________


Jak widzicie Festive Cocktail zakończył mój 2018 rok, jednocześnie wchodząc ze mną w rok 2019. Jako, że mamy już styczeń, a poprzedni rok można już na dobre odłożyć na półkę, czas na małe podsumowania.

Choć był to bardzo intensywny i nerwowy rok, mogę zaliczyć go do udanych. Pierwsze miesiące rozpoczęły wspaniałą przygodę i współpracę z Aromanti. Dzięki temu doświadczeniu z anonimowego blogera, moja twórczość stała się bardziej rozpoznawalna w sieci, a zdjęcia robione dotychczas "do szufladki" trafiły do Gali, Forbes i Stylish Paper, a także reklamowaly Szaleństwo Zakupów w Elle, InStyle i Glamour. Kolejne zaś możecie zobaczyć na ulotkach, które otrzymujecie przy okazji zakupów w Aromanti lub sklepie Village Candle Polska.


Tym samym mogę mówić także o zjawisku Blog Wart(y) Świeczki takeover, gdyż od lata moje prace zagościły w oficjalnym sklepie VillageCandle.pl

Kilkakrotnie pojawiłem się także w instagramowej zakładce na oficjalnej amerykańskiej stronie Village Candle.



Drugim ważnym wydarzeniem stricte w życiu bloga była zmiana szablonu. Dzięki genialnej Karolinie z bloga Kartografia, w marcu już ubiegłego roku mogłem powiedzieć, że jestem dumny z Bloga pod każdym względem - także tym wizualnym. Szablon swoje kosztował - ale było warto!

Udało mi się zdenkować także kilka świec, wśród nich znalazły się m.in Mango Peach Salsa, Strength, Tranquil Moments, Pineapple Cilantro oraz Fireside Treats. Oprócz tego z kilkoma egzemplarzami pożegnałem się na dobre puszczając je dalej w świat. Także w kwestii wypalania wosków był to bardzo efektywny rok. Zaczynałem go od niewyobrażalnej liczby tart i wosków, a skończyłem może z 4. Post zakupowy w okresie wiosenno-letnim i niezwykle silna wola zaowocowały zmniejszeniem zapasów do absolutnego minimum, dzięki czemu w tym roku będę miał miejsce i czas na palenie nowości, a nie skupianie się na starociach.

A co najważniejsze - dzięki pasji do świec i Blogowi, poznałem wiele wspaniałych, cudownych osób. Kto by pomyślał, że świece poza doznaniami zapachowymi przyniosą także wiele radości płynącej nie tylko z ich palenia, ale także z przyjaźni, które się dzięki nim zawiązały? To największe i najlepsze zwieńczenie minionego już roku.

___________

Tak jak obiecywałem, grudniowe wydanie Dziennika Świecoholika było naprawdę specjalne. Zacznę więc od standardowego pytania - jak zapachowo wyglądał Wasz grudzień? Które z zapachów znacie, których nie lubicie, które chcielibyście wypróbować?

Jednocześnie dziękuję Wam za cudowny rok. Za to że byliście ze mną. Za każde gratulacje, słowa wsparcia, każde wejście i komentarz. Oby rozpoczynający się dopiero rok 2019 był jeszcze lepszy. Tego życzę i sobie i Wam, drodzy Czytelnicy.


Słodka, zimowa kraina - Icy Blue Spruce Yankee Candle

Słodka, zimowa kraina - Icy Blue Spruce Yankee Candle

Witajcie w ostatni dzień roku 2018! Dzisiaj zapraszam Was na recenzję zapachu, który Mikołaj zostawił mi tydzień temu pod choinką. Co sądzę o wosku, już wiecie, ponieważ swoimi przemyśleniami podzieliłem się już w poście zbiorczym na temat kolekcji Holiday Sparkle. Początkowo wielka niechęć, która w pierwszym kontakcie nos-zapach, zaowocowała prawdziwą miłością. Marzenie się ziściło, choć początkowo w jego realizacji przeszkodziły mi małe turbulencje. Miałem kupować do od Koleżanki z grupy świecowej, ale niespodziewanie wypadły mi inne wydatki, więc kupno świecy odsunęło się na dalszy plan. Na szczęście Święta to czas cudów, a Mikołaj najwidoczniej czyta listy i uważnie słucha, dlatego też w Wigilię to cudo trafiło do mojej kolekcji. 

icy blue spruce yankee candle q4 holiday sparkle

Zapach niczym nie różni się od tego w wosku. Jest piękny - cukierkowy, miętowy z iglastym podbiciem. Dla mnie to prawdziwy zimowy "słodziak", bez którego nie wyobrażam sobie następnej zimy. Z racji tego, że zapach był już przeze mnie opisany na sucho, pozwolę sobie zacytować siebie samego sprzed kilku tygodni:

Jest słodko. Jest chłodno i cukierkowo. Iglaki stanowią jedynie tło dla tej łamiącej wszelkie lody kompozycji nut i zapachów. Icy Blue Spruce to zapach miętowych, pysznych cukierków jedzonych w ośnieżonym lesie pełnym świerków. Zabierz torebkę miętówek do lasu, przycupnij na pniu i zajadaj się nimi, podziwiając zimową, ośnieżoną krainę.

 I w sumie w kontekście świecy niewiele się zmienia. Możliwe, że nuty słodkie są tu bardziej stonowane, albo iglaki ciut mocniejsze niż w wosku. Różnica jest jednak naprawdę niewielka, także jeśli do gustu przypadł Wam Icy Blue Spruce w tarcie, świeca będzie doskonałym wyborem. 

icy blue spruce yankee candle q4 holiday sparkle

Teraz kwestie techniczne - moc jest obłędna! Świeca bardzo szybko rozkręca się i czuć ją w pomieszczeniu bardzo intensywnie. Zapach jest naprawdę mocny, co niezmiernie cieszy, zważając na to, jak bardzo skradł moje serce (i nos). Natomiast kiedy rozdawali zdolność bezproblemowego rozpalania się, mój zdecydowanie stał w kolejce po moc. W sumie to dobrze, jednak dojście do ścianek idzie mu bardzo opornie. Oczywiście po pierwszym paleniu utworzył się tunel, który będę musiał wyrównać. Z tego co słyszałem, takich przypadków jest więcej i wiele dużych słojów Icy Blue Spruce ma ogromny problem z osiągnięciem tak pożądanego w każdej świecy "basenu".

A Wy? Znacie już ten zapach? Macie, palicie, kochacie?


Jednocześnie wszystkim Czytelnikom chcę życzyć szczęśliwego Nowego Roku 2019 - niech obfituje w wiele radosnych chwil, wiele cenowych okazji przy zakupach kolejnych, pięknych zapachów, pomyślność i zdrowie. A Blog Wart(y) Świeczki widzi się z Wami już 2 stycznia, w grudniowej, specjalnej edycji Dziennika Świecoholika! Do siego roku!
Świąteczny koktajl - Festive Cocktail Yankee Candle

Świąteczny koktajl - Festive Cocktail Yankee Candle

Choć od premiery tego zapachu Yankee Candle minęły już dwa lata, myślę, że jest on wart wspomnienia w recenzji. Festive Cocktail, bo o nim będę dzisiaj dywagować, to jeden z 4 zapachów wypuszczonych w ramach kolekcji Q4 Holiday Party w roku 2016.

yankee candle q4 festive cocktail świeca yankeehome

Tradycyjnie weźmy pod lupę i poddajmy analizie jego składowe:

Nuty głowy: cytrusy, żurawina, czarna porzeczka
Nuty serca: sosna
Nuty bazy: wanilia
Trudno się nie zgodzić, zarówno nuty górne i środkowe wiodą prym w całej kompozycji. Całość jest bardzo ekskluzywnie owocowa, z zielonym, sosnowym podbiciem. Osobiście wanilii tu nie czuję, ale może znajdą się jeszcze więksi wrażliwcy ode mnie, którzy tę nutę będą potrafili wyodrębnić. Cocktail to zapach świątecznego ponczu pitego w otoczeniu intensywnie pachnącej choinki, na wytrawnym przyjęciu w górskiej chatce. Kiedy go palę mam ochotę spakować się i jechać prosto w Alpy albo wsiąść w samolot i znaleźć się w Aspen - ach, gdyby tylko fundusze mi na to pozwalały! Zapach ma trochę wspólnego z kultowym Nutcracker, natomiast według mnie jest dużo bardziej soczysty. 

yankee candle q4 festive cocktail świeca yankeehome


Choć nie palę go w okresie stricte okołoświątecznym, to powiem Wam w sekrecie, że jest to mój ulubieniec na Sylwestra. Uwielbiam urozmaicać sobie nim ten najnudniejszy wieczór roku i czuć go w tle, pisząc ze znajomymi, którzy ostatnią noc w roku spędzają równie ekscytująco co ja. Moc zapachu jest jak najbardziej zadowalająca, a jego projekcja w świecy niczym nie odbiega od tej w wosku. Swój słoik dorwałem w lutym na wyprzedaży w sklepie YankeeHome, gdzie kosztował nieco ponad 50 zł - grzech nie skorzystać! Wydaje mi się, że jest on dość mało popularny, a szkoda. Od siebie serdecznie polecam!

A jakie są Wasze doświadczenia związane z tym zapachem? Mieliście z nim kiedyś styczność? Dajcie znać! 

Dwa świąteczne symbole w jednym słoiku - Winter Clementine Village Candle.

Dwa świąteczne symbole w jednym słoiku - Winter Clementine Village Candle.

O tym, że mandarynki i zielone, choinkowe nuty kojarzą się ze Świętami dosłownie każdemu, nie trzeba nikomu wspominać. Kiedy na sklepowych działach z owocami pojawiają się te małe, pomarańczowe kulki, to znak, że Gwiazdka coraz bliżej. A jeśli dodamy do soczystego aromatu mandarynek szczyptę igliwia, otrzymamy nowatorski świąteczny zapach, będący połączeniem dwóch klasyków.

winter clementine village candle zapachy zimowe

Winter Clementine, bo tak brzmi nazwa nowego zapachu z zimowej kolekcji Village Candle to gratka dla tych, którzy mandarynek nie mają nigdy dość, a i czasem lubią przenieść się na polankę pełną choinek - na której pewnie będą wcinać te soczyste maleństwa. Zapach jest uroczy - czuć tu tak jak obiecuje producent akordy cytrusowe zmieszane z intensywnie pachnącym igliwiem. Jest to kompozycja dość nieoczywista, choć prosta w składzie. Nie ma tu składnika wybijającego się na pierwszy plan, myślę, że zarówno choineczki, jak i mandarynki są tu na pierwszym planie i wzajemnie się przenikają. Wyobraźcie sobie, że w mroźny (warto o tym wspomnieć, bo całość zwieńczona jest czymś mroźnym, chłodnym) poranek wybieracie się po wymarzoną, mocno pachnącą choinkę. Przemierzacie hałdy śniegu w poszukiwaniu tej jedynej, ciągnąc za sobą sanki, na których wypatrzone drzewko wróci z Wami do domu. Kiedy już brakuje Wam sił, siadacie pod jednym z drzew i obieracie mandarynki, których zapach unosi się w zimnym, wręcz skrzypiącym od mrozu powietrzu. Tak waśnie pachnie Winter Clementine.

winter clementine village candle zapachy zimowe

Moc taka jak na Village Candle przystało, na ten temat nie ma się co rozpisywać. Egzemplarz trochę oporny, gdyż dojście do ścianek ( i tak wciąż niekompletne) zajęło mu chyba ze 3 godziny, natomiast myślę, że przy kolejnych paleniach, których niewątpliwie dokonam w najbliższym czasie sytuacja się poprawi.

Kompozycja nie tylko na Boże Narodzenie, ale i na całą zimę, spokojnie może towarzyszyć nam aż do wiosny, kiedy to zaczniemy wyjmować z szafek ulubione kwiatowe świece. Jest to prawdziwy hit tego sezonu, w wielu sklepach po prostu brakuje go już na półkach, zwłaszcza po czarnopiątkowym szaleństwie zakupów. Jeśli szukacie pomysłu na prezent last minute dla najbliższej osoby, a macie w okolicy stacjonarny sklep posiadający w ofercie Village Candle - polecam. Wydaje mi się, że jest to propozycja bezpieczna, która ucieszy każdego.

Za ostatni dostępny u dystrybutora słoik zapachu dziękuję oczywiście Aromanti.

Jako, że jest ostatnia recenzja przed Świętami, pragnę wszystkim Czytelnikom Bloga złożyć życzenia na nadchodzące Boże Narodzenie.  

Niech ten czas będzie dla Was okresem pięknie i miło spędzonym,  obfitującym w rodzinną atmosferę, radość i liczne wzruszenia. Pod choinką niech znajdzie się jak najwięcej prezentów, również tych pachnących. Oderwijmy się od całorocznego pędu, czasem za rzeczami mało ważnymi i odpocznijmy i cieszmy się chwilą - bo jak nie teraz, to kiedy? 

Tym akcentem dziękuję Wam za drugi spędzony na Blogu okres świąteczny. Ze swojej strony mogę obiecać jeszcze jedną recenzję, bo myślę, że udało mi się podejrzeć jeden prezent, który przyszykował dla mnie Mikołaj - jest to już wspomniany tutaj zapach, jednak tym razem będzie to recenzja zapachu w pełnym wymiarze. Merry Christmas, Ho Ho Ho!
Yankee Candle Holiday Sparkle -świąteczne woski z kolekcji Q4

Yankee Candle Holiday Sparkle -świąteczne woski z kolekcji Q4

Do napisania tej recenzji zbierałem się bardzo długo. Liczyłem, że pojawi się jeszcze w październiku, jednak opóźnienie w dostawie wosków sprawiło, że jej publikacja przeciągnęła się, no właśnie, do dzisiaj. Kiedy tylko tydzień temu zobaczyłem w swoim sklepie stacjonarnym nową kolekcję, nie wahałem się ani chwili i od razu zakupiłem 4 nowe woski Yankee Candle z kolekcji Q4 Holiday Sparkle. Dzisiaj przedstawię Wam recenzję na sucho; myślę, że z racji tego, że mój nos rzadko wyczuwa inaczej zapachy podczas palenia, będzie ona obiektywna i miarodajna. W większości przypadków moje oczekiwania zostały spełnione (zarówno w pozytywnym jak i negatywnym sensie), natomiast jest też jedno ogromne zaskoczenie - jakie? Zapraszam na nowy post!


Winter Wonder - ten zapach od początku był typowany na mojego faworyta. I choć w istocie jest bardzo uroczy, zwłaszcza pod względem wizualnym, numerem jeden się nie stał. Czuć tu prawdziwie zimową mieszankę piżma, cytrusów oraz przebijającej się przez nie mięty - i choć mięty w składzie nie znajdziemy, czuć tu ewidentnie zimne, chłodzące nuty. Według mnie pachnie trochę jak szampan zagryzany miętówkami - klasycznymi, albo znanymi większości czekoladkami After Eight.  Jest to zapach stricte zimowy, na swój sposób bardzo intrygujący. Pachnie trochę jak połączenie All is Bright i Candy Cane Lane z szampańskimi akcentami.

_____

Frosty Gingerbread - tu od samego początku nie spodziewałem się fajerwerków i faktycznie ich nie ma. Zapach jest dość odtwórczy, wiele już takich kompozycji przewija się na rynku, nawet w ofercie samej marki Yankee Candle. Czuć tu przede wszystkim imbir pomieszany z pozostałymi przyprawami, jednak dla mnie całość jest trochę "rosołowa". Czegoś jest tu zdecydowanie za dużo, Frosty Gingerbread przypomina mi Christmas Memories, tyle że dużo bardziej skondensowany. Mimo wszystko, poprzednik dużo ładniejszy i bardziej świąteczny. Osobom, które czują rosół chociażby w White Spiced Cocoa, zdecydowanie odradzam.


_____


glittering star frosty gingerbread wosk recenzja

_____

Glittering Star - to kolejny zapach obok Winter Wonder, który od momentu pojawienia się w zapowiedziach wydawał się absolutnym "must have". I rzeczywiście, jest taki jak sądziłem. Czuć w nim przede wszystkim owocowy kompot - o lekko cierpkim posmaku. To zapewne zasługa czarnej porzeczki oraz śliwek. Wszystko podbite jest słodkimi, acz wytrawnymi drzewnymi nutami. Zapach naprawdę cudny - zarówno etykieta jak i kompozycja Glittering Star są naprawdę udane. 

_____

Icy Blue Spruce - mój Ci on! To niewątpliwie największe (pozytywne) zaskoczenie całej kolekcji Holiday Sparkle! Kiedy w czerwcu pisałem post z zapowiedziami na jesień i zimę, obawiałem się, że będzie to kolejna historia na ten sam temat, coś w typie odświeżacza powietrza, kolejna samochodowa choinka albo kostka do WC. Nie dawałem mu żadnych szans. Żadnych. Tymczasem - ostatni będą pierwszymi. Jest słodko. Jest chłodno i cukierkowo. Iglaki stanowią jedynie tło dla tej łamiącej wszelkie lody kompozycji nut i zapachów. Icy Blue Spruce to zapach miętowych, pysznych cukierków jedzonych w ośnieżonym lesie pełnym świerków. Zabierz torebkę miętówek do lasu, przycupnij na pniu i zajadaj się nimi, podziwiając zimową, ośnieżoną krainę. Bezapelacyjnie kandydat na świecę. Choć nic na to nie wskazywało.

To tyle na dziś. Dokładne wrażenia zapachowe opiszę Wam oczywiście w grudniowym Dzienniku Świecoholika.  A jakie wrażenie zrobiła na Was cała seria Holiday Sparkle? Macie wśród nowości swoich ulubieńców, bez których nie obejdzie się tegoroczna zima?

Dziennik Świecoholika - listopad 2018

Dziennik Świecoholika - listopad 2018

No i mamy grudzień. Do końca roku zostało już tylko 29 dni. Czasem zastanawiam się kiedy to zleciało?  Mam wrażenie, że przez to koszmarne, upalne lato rok minął mi przed oczami, przez co nie zdążyłem nawet wczuć się w świąteczną atmosferę. Listopad był dla mnie dość sinusoidalnym miesiącem, więc nie zawsze był czas na odpalenie ulubionych zapachów. Mimo wszystko jednak starałem się nie wypaść z obiegu - oto co towarzyszyło mi w listopadzie.




1 listopada -  poranek Wszystkich Świętych zaczął się dla mnie kontynuacją wcześniejszej, halloweenowej nocy. W ruch poszła świeczka Wtiches Brew od Yankee Candle. Po zmroku rozgrzałem się przy ciepłej herbatce Spiced Honey Tea od Village Candle.
2 listopada -  po raz pierwszy odpaliłem dziś zapach Cherries on Snow. Wycofany "Janek" to dla mnie zapach słodkich cukierków, z marcepanowym posmakiem. Świeca całkiem mocna, zobaczymy co będzie dalej. Zaczęło wchodzić na mnie chyba jakieś przeziębienie, więc jedyne na co miałem ochotę to słodkie i kremowe Warm&Welcome GC.
3 listopada - katar zwyciężył, więc dzisiaj wolne.
4 listopada - dzisiaj już zdecydowanie lepiej, więc dzień poświęcam na aromaty jabłkowe - rano Sweet Apple, wieczorem ukochana świeca Tarte Tatin. Obydwa to Yankee.
5 listopada - znowu się pogorszyło, więc dzisiaj kolejny "off - day".
6 listopada -  coś palić trzeba, więc wieczorem walcząc z chorobą wrzucam otulający bieg wraz z Cozy Cashmere VC. Jest piękny - nie sądziłem, że tak szybko będzie mi go ubywać, mam już niewiele ponad połowę dużego słoja!

CHOROBA NIE ODPUSZCZA, ŚWIECE I NOS NA URLOPIE.

11 listopada - cały dzień towarzyszył mi Rhubarb Crumble - wycofują go, więc chyba zaopatrzę się w mały zapas!

REMONT W POKOJU, NIC NIE PALĘ.

16 listopada - Cinnamon Stick - jakiś miesiąc temu kupiłem po raz kolejny wosk Cinnamon Stick. Dzisiaj czas go odpalić. Uwielbiam cynamonowe zapachy!
17 listopada  - dzisiejsze trio to po kolei Cinnamon Stick, Pumpkin Tweed oraz Vanilla.
18 listopada -  niedziela spędzona przy aromatach owoców leśnych; Mulberry&Fig Delight YC. W zeszłym roku czekałem na ten zapach bardzo niecierpliwie, kiedy się pojawił emocje trochę opadły, bo jednak rozczarował, jednak w tym roku zachęcił mnie do siebie dużo bardziej.  Popołudniu przypomniałem sobie o kupionej nie tak dawno, a troszkę zapomnianej (chyba, przez niewielki rozmiar) świeczce Warm Apple Pie od Village Candle, która towarzyszyła mi cały wieczór.
19 listopada -  sponsorowany przez Village Candle - metaliczny Pear Cooler oraz Cozy Cashmere.
20 listopada - szalony dzień, więc do poduchy słodki i błogi zapach Bedtime Stories.
21 listopada - nim zacznę sezon świąteczno-zimowy czas jeszcze odpalić coś jesiennego. Warm Autumn Evening na... ciepły jesienny wieczór, bo taki w istocie był.
22 listopada - po wczorajszym paleniu Warm Autumn Evening zrobił się mały tunel, dzisiaj na szczęście udało się go wyrównać. Wieczorem amerykańskie akcenty z God Bless America.
23 listopada - powtórka z wczoraj, czyli God Bless. Nie wiem dlaczego ale naszło mnie na Patchouli Plum i powiem Wam, że podoba mi się coraz bardziej!
24 listopada -  to także dzień w całości poświęcony marce Village. Patchouli Plum tak mi się spodobał, że rano musiałem, MUSIAŁEM odpalić wosk na nowo, następnie "wypiłem" trochę miodowej herbatki czyli Spiced Honey Tea, by wieczorem przenieść się do piernikowej chatki Gingerbread House.
25 listopada  - dzisiaj oicjalnie zakończyłem sezon na stricte jabłkowe zapachy w tonach jesiennych. Od teraz jedynie jabłka z cynamonem i przyprawami, co by pamiętać o nadchodzących Świętach,  Crisp Apple w wosku już pożegnany, więc po wygaśnięciu tealighta zabrałem się za Warm&Welcome. Dzisiaj też nabyłem 4 nowe woski z Yankee Candle Q4 czyli Winter Wonder, Frosty Gingerbread, Glittering Star oraz Icy Blue Spruce.
26 listopada - i dziś znów powtórka z rozrywki, czyli Warm&Welcome.
27 listopada - oops, I did it again! Warm&Welcome maltretuję już 3 dzień, niestety już ostatnia kosteczka. Patchouli Plum - przepadłem, zapach jednak skradł mnie po całości, nie mogę się opierać już dłużej!
28 listopada - na chwilę fatalnie szalony i nerwowy dzień, nawet odpalony na chwilę Gingerbread House mi nie przypasował.
29 listopada -  wchodzę już w klimaty typowo świąteczne ; Gingebread House jeszcze z wczoraj, Sparkling Cinnamon od Yankee Candle, a na wieczór Pear Cooler.
30 listopada - przypomniało mi się, że mam jeszcze w swoich zbiorach cudny choinkowy zapach Holiday Embers z Goose Creek. W tym roku rozkochał mnie w sobie jeszcze bardziej, natomiast widze, że jest wycofany. Piękny choinkowy, zielony, nawet momentami słodko-zielony zapach z lekko dymnym podbiciem. CUDO! Kiedy zapadł zmrok postanowiłem wrócić do kupionego rok temu słoja Yankee Candle Cranberry Peppermint.

A jaki był Wasz listopad? Wprowadziliście w nim już do swoich wnętrz zapachy świąteczne? Dajcie znać!

Teraz przypomniałem sobie, że kolejny Dziennik wyjdzie już w 2019 roku, ależ ten czas leci! Do następnego, trzymajcie się ciepło!